Wiedziałem, że będzie to wspaniały weekend. Najpierw połaziliśmy wieczorem po starówce rozmawiając o różnych życiowych sprawach. Szkoda że tak mało budynków ma iluminacje. Bołoby co focić! Kolejny dzień to oczywiście wspinanie na bananie :) I kto by pomyślał, że cudem ujdę z życiem z zamachu na moje życie! Było trochę strachu ale i cała kupa śmiechu :) Eksplodowała magnezja w płynie, którą Paździoch usiłował wycisnąć na moje dłonie. Wszystko wkoło, łącznie z nami, było białe :) Incydent troche wybił z rytmu i nie za wiele zrobiliśmy tego ranka.
Wieczór to już żużel! I moje pierwsze w życiu GP! :) Było świetnie choć nie było kompletu publiczności na Parken Stadium mimo iż Duńczycy mają mocnych zawodników. Mimo to emocji nie zabrakło. Nawet udzieliły się one Paździochowi :) Wygrał, ku uciesze miejscowych, Duńczyk, Niels Christian Iversen. Po zawodach był fajny pokaz sztucznych ognii :) Już teraz myślę gdzie jechać na następne GP. Marzy mi się Praga i Cardiff.
Niedziela to znów wspinanie na najlepszej ścianie wspinaczkowej na jakiej do tej pory byłem - Blocs & Walls w Kopenhadze :) Niestety czas szybko minął i trzeba było wracać do domu.
Weekend zapamiętam na długo! ;) Dzięki Stary!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz