środa, 29 stycznia 2014

Moja pierwsza zupa!


Dziś zrobiłem moją pierwszą w życiu zupę! Nigdy w życiu żadnej nie zrobiłem. Zawsze moje obiady składały się z drugiego dania. Obrazek nie przestawia mojego kulinarnego dzieła. Zdjęcie wrzuciłem bo spodobała mi się miska :) I od razu dodam też, że nie był to Vifon - żeby nie było ;) Pewnie wielu z was się ze mną nie zgodzi, ale dla mnie Vifon to klasyk. I np. nie wyobrażam sobie wyjścia w góry bez Vifona!! No musi być w plecaku i już! :)
A dziś zdecydowałem się zrobić żurek :) Tak jest! Prawdziwy, polski żurek! A nie ten z papierka! Były prawdziwe składniki, m.in. kostka rosołowa, kiełbasa wiejska, ziele angielskie, liść laurowy, no i zakwas oczywiście! Muszę poszukać gdzieś jeszcze wędzonki! Wtedy będzie palce lizać! :) Ale to następnym razem :) Pora zjeść bo stygnie ;)

niedziela, 26 stycznia 2014

Czas ucieka...


„Trwałość pamięci” (hiszp. „La persistencia de la memoria”) jest najsłynniejszym obrazem autorstwa hiszpańskiego surrealisty – Salvadora Dalego. Nie wiem czemu ale ten obraz przypomina mi o pewnym zjawisku jakim jest uciekający czas. Naprawdę ten czas ucieka mi przez palce. Pracując w Wielkiej Brytanii to tydzień jest jak jeden dzień. Leci tu czas niesamowicie! To przeraża, bardzo przeraża, bo życie ucieka. Znika. A przecież mamy je tylko jedno, więc pasowałoby je spędzić jak najlepiej! Nie wiem, np. robić coś co się lubi lub kocha. Dlaczego by tego życia tak właśnie nie przeżyć? Ja chyba właśnie spróbuje. No bo czemu nie? Nie którym wystarcza to co mają. Praca, dom, spanie, praca, dom, spanie i tak w kółko. I są szczęśliwi (!!) Każdy jest inny. To też trzeba zrozumieć. Ale mi to nie wystarcza. Tylko, że muszę zacząć od siebie, bo ja trochę za dużo czasu marnuję. I to moja wada jest. Ale wszystko da się zrobić. Nie ma rzeczy nie możliwich! I to jest moje hasło przewodnie. Trzeba działać :)

środa, 22 stycznia 2014

Odwiedziny


Nie mogłem sobie wyobrazić lepszego przezentu na imieniny jak przylot moich przyjaciół! :) I to jeszcze tych "od liny" ;) No po prostu tak się cieszę, że nie wiem jak to opisać! :) Zwłaszcza, że stęskniłem się za nimi! Jestem bardzo szczęśliwy, że mogę z nimi spędzić kilka dni i pokazać im mój "nowy" świat :) Z tej okazji wziąłem bezpłatne urlopowe (z racji, że dopiero co dostałem kontrakt nie mogłem wziąć płatnego urlopu - ale nie pieniądze są najważniejsze).
Będzie na pewno kupa śmiechu i dobrej zabawy :) Bo z nimi zawsze jest wesoło! I to jest piękne. Na takie chwile warto czekać! :) Wtedy człowiek czuje, że żyje :) Dziś kolejny dzień pełen wrażań! I znów się powspinamy :) Pora zjeść porządne śniadanie i w drogę :)

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Imieniny


Dziś moje imieniny :) I wszystkim, którzy o mnie pamiętali oraz przesłali życzenia bardzo ale to bardzo dziękuję :) Często życzy się spełnienia marzeń. I to piękne życzenia. I warto życzyć komuś tego. Zwłaszcza takiej osobie jak ja! ;) A ja cały czas staram się spełniać swe marzenia. A spełnianie marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące :) To nie moje słowa, a Paula Coelha. Ale absolutnie się z nimi zgadzam! :) Przeczytałem je w pewnej jego książce. "Alchemik" - to wspaniała książka, którą bardzo lubię. Inspiruje do działania! :) A wtedy łatwiej postawić pierwszy krok. I tak kroczek po kroczku i wchodzi się na szczyt i przed oczami rozpościera się np. taki oto widoczek jak ten :)

piątek, 17 stycznia 2014

"Łatwiejsze rozwiązanie"



Dziś dotarły do mnie złe wiadomości. Mama wylądowała w szpitalu. Na szczęście nie jest to nic poważnego, podobno woreczek żółciowy. Ale i tak została na obserwację i na przeprowadzenie szeregu badań. Jest pod opieką lekarzy, więc nic nie powinno się złego stać i pewnie niebawem ją wypiszą.
Inną złą wiadomością była śmierć naszego sąsiada. A raczej samobójstwo, bo się powiesił. Młody chłopak. Gdzieś w moim wieku. Może kilka lat młodszy. Nie tak dawno został sam w domu. Rodzina była daleka od normalności, ale... nie to jest najistotniejsze. Najbardziej daje do myślenia na jakim trzeba być dnie, żeby targnąć się na własne życie? W jakiek trzeba być rozsypce? Jak psychika musi być zniszczona? Albo jaki ciężar życia musimy udźwignąć sami? Czy jest on aż tak ciężki, że nas zabija? I czy może spotkać to też i nas? I czy jeśli sami znajdziemy się w ektremalnie beznadziejnej sytuacji, czy damy radę oprzeć się pokusie "łatwego rozwiązania"? To daje do myślenia...
Szkoda chłopaka. Nie był zły. Miał po prostu kiepski dom. Szkoda, że nie dał rady się podnieść po tym wszystkim...

wtorek, 14 stycznia 2014

Kto zabrał mój ser?


Ostatnio okrywam potęgę psychologii. To zachwycające a zarazem przerażające, co może drzemać w zakamarkach naszych myśli. Często powtarzam, że "wszystko jest w głowie". Bo tak właśnie jest. Wszystko jest tam "zakodowane". Wiara, sukces, odwaga, wiedza, porażka, wady, strach... No właśnie - strach. To jeden z tych największych naszych przeciwników. I choć mam świadomość o czym teraz piszę, to nie zawsze o tym pamiętam. Albo nie chcę pamiętać (bywa i tak). Ostatnio to właśnie strach stał się moim największym przeciwnikiem. A zarazem wrogiem numer jeden. Bo to jego chcę pokonać. Nie jest łatwo, oj nie. Nie raz potrafi obezwładnić, nie raz sparaliżować. I nawet silni robią się słabi. Ale są osoby, które potrafią pomóc. Są przyjaciele, którzy potrafią doradzić. I właśnie jedna z moich przyjaciółek, podrzuciła mi pewną książkę, autorstwa Spencera Johnsona - "Kto zabrał mój ser?" Jest ona krótka ale treściwa. I o to właśnie chodzi. Kilka pytań zawartych w pewnej historii potrafią otworzyć oczy na pewne sprawy życia codziennego i dać wiele do myślenia. Wspaniałe w tej książce jest jej uniwersalność. Przesłanie w niej zawarte można zastosować zarówno w życiu zawodowym jak i prywatnym. Może nie jest to jakieś wielkie odkrycie ale ważne, że komuś zawsze może pomóc. Bo wystarczy zadać sobie pytanie: co byś zrobił gdybyś się nie bał? Samo to pytanie potrafi uruchomić jeśli nie naszą wyobraźnie to chociaż skłonić nas do małej refleksji nad swoim życiem...

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Wielka Brytania


Tak. Wybrałem Wielką Brytanię. To tu teraz mieszkam. A dziś mija 8 miesięcy jak tu jestem. 13 maja 2013 roku wysiadłem na dworcu w Bolton. Nie bez powodou wybrałem tą właśnie datę. Bardzo się cieszyłem, że zacznę "nowe życie" właśnie w ten dzień. 13 maja to rocznica zamachu na naszego Papieża Jana Pawła II. W 1981 r. na Placu Świętego Piotra w Watykanie otworzono do niego ogień. Jedna z kul mija na milimetry tętnice. Kolejne strzały nie padają, bo pistolet się zacina, co zdarza się raz na milion (!) razy. Brzmi nieprawdopodobnie, ale to fakty. 13 maja miało miejsce również pierwsze objawienie Matki Bożej w Fatimie w roku 1917. To nie była przypadkowa data. Żołnierze nie raz mówią, że to Pan Bóg kule nosi. Tu nosiła je chyba Matka Boska. I właśnie z tymi wydarzeniami chciałem "połączyć", chociażby poprzez datę, moją nową przygodę. Otwarcie przyznaję, że jestem katolikiem. A będąc tu w Anglii zrobiłem się chyba bardziej religijny niż byłem. Papież wciąż jest dla mnie wielkim autorytetem. I miał coś ze mnie - kochał góry :) Wierzę, że nade mną też Ktoś czuwa. I cokolwiek by się nie wydarzyło, wiem, że tak ma być i koniec. Choć nie zawsze chce się z tym pogodzić (taka natura ludzka i moja też) ale z czasem akceptuje to.
Jakie było te 8 miesięcy? No na pewno udane. Choć wpadłem też w pułapkę, w którą wpada pewnie nie jedna osoba. Troszeczkę się zachłysnąłem tym krajem, a raczej tymi pieniędzmi - przyznaje. Ale dzięki temu spełniłem kilka swoich marzeń. I to całkiem dużych. Kupiłem wymarzony sprzęt wspinaczkowy, trochę pozwiedzałem krajów i miast, m.in. Hiszpanię i Danię, i pojechałem na niezły świąteczny urlop. Podciągnąłem na pewno też angielski i to nawet sporo. Poznałem też kilka fajnych osób. Praca jest jaka jest. Chciałoby się lepszą ale póki co są ciut ważniejsze sprawy. A co do przyszłości? No cóż. Początkowo był plan żeby zarobić trochę kasy i za kilka lat wrócić. Ale teraz Anglie traktuję jako przystanek, powiedzmy przesiadkowy. Myślę, że jeszcze kilka miesięcy tu pogoszczę. Choć ze mną nigdy nic nie wiadomo ;) A potem spróbuję swoich sił w państwie, w którym chciałbym już żyć "docelowo" :) Ale co przyniesie przyszłość zobaczymy "jutro".

niedziela, 12 stycznia 2014

Autosport International Show 2014


To impreza, która odbywa się na terenie Międzynarodowych Hal Wystawienniczych w Birmingham (NEC), i która przyciąga całą masę ludzi, głównie entuzjastów sportów morotowych. Zawsze chciałem być na tej imprezie. Kiedyś nawet planowałem przylecieć specjalnie na tą wystawę z Polski. Na reszcie miałem okazję zobaczyć całe mnóstwo samochodów marzeń. Tak dokładnie! Bo wątpie, czy którymkolwiek z tych samochodów będę jeździł. No może Audo S5 byłoby z zasięgu ;) Generalnie "szoł" było super! :) Rozczarował tylko brak jakiś większych gwiazd oraz bolidy były jakieś takie mało realistyczne (wyglądały jak atrapy), choć Red Bull prezentował się bardzo ładnie. A mam na myśli obecnych kierowców Formuły 1. Tylko Adrian Sutil przybył na tą imprezę ale pokazał się na niej w niedziele a ja byłem w sobotę. Ale miło było zobaczyć Johna Surteesa (ohn Surtees - wielokrotny mistrz świata MotoGP i mistrz świata Formuły 1 z 1964 r.) czy Toma Kristensena (6-krotnego zwycięzcy wyścigu Le Mans 24) i Allan McNisha - (3- krotnego zwycięzce Le Mans 24 i Formuły 1). Prócz nich przewijały się oczywiście również piękne hostessy :)
Cieszę się, że spełniło się kolejne moje małe marzenie :)

czwartek, 9 stycznia 2014

W labiryncie


Zawsze fascynowały mnie labirynty. Jako mały chłopiec lubiłem szukać właściwej drogi na wydrukowanych labiryntach w różnych książeczka dla mnie wtedy kupowanych. Świetna zabawa. Obecnie podziwiam architektów krajobrazu, którzy potrafią zaprojektować labirynt ogrodowy. Niektóre pałace czy wille mają w swych ogrodach takie cuda.
Jednak nigdy nie przypuszczałem, że w takim labiryncie mogę się zgubić. I niby z moją orientacją w terenie jest wszystko w porządku, to jednak gdzieś się zagubiłem. Ale podobno nie ma sytuacji bez wyjścia...? Nie spodziewałem się jednak, że pomoc przyjdzie z nieoczekiwanej strony. Psychologia to potężna rzecz. I bardzo przydatna... Naprawdę pomaga i sprawia, że można ruszyć z miejsca. Teraz powinienem trzymać już właściwy kurs i znaleźć wyjście z labiryntu myśli.

wtorek, 7 stycznia 2014

"Dobry" wybór


Dziś rano, między mną a moim kolegą z pracy, wywiązała się dość ciekawa dystkusja dotycząca wyborów. W wielu kwestiach się zgadzaliśmy, aczkolwiek nie mogliśmy dojść do porozumienia w kwestii definicji "wyboru". Dla niego wybór kojarzy się z dobrym wyborem. Ja nie do końca mogłem się z tym zgodzić. Ale definiowanie zostawmy filologom. Faktem jest, że co dzień dokonujemy wyborów. Od tak prozaicznych jak to co zjemy na śniadanie czy w co się ubierzemy, przez na co wydamy ciężko zarobione pieniądze, po ciężkie życiowe decyzje.
W swoim życiu podjąłem wiele decyzji. I wiele razy wybrałem źle. Ale na tym przecież polega życie. Nigdy do końca nie wie się czy dany wybór jest dobry. No dobra, mam na myśli te ważniejsze wybory. Ostatni mój ważniejszy wybór dotyczył miejsca, w którym obecnie żyję. Czy był to dobry wybór? Czy może po prostu wybrałem mniejsze zło, jak zasugerował mój kolega? Myślę, że za wcześniej jeszcze na komentarz. Czas pokaże. Nie mniej jednak uważam, że idę naprzód. Mozolnie, powoli, ale do przodu.
Dużo gorzej jest gdy źle wybierze serce... Zwłaszcza, gdy się człowiek nieszczęśliwie zakocha... Bo serce rzadko słucha rozumu. I ciężko nie raz podejmować rozsądne decyzje gdy serce jest pełne emocji i uczuć... Bardzo ciężko...

niedziela, 5 stycznia 2014

Grosik na szczęście



A w moim przypadku jeden pens, którego dziś znalazłem na mokrym chodniku :) Nowiutki, święcący. Tak, nawet po jednego pensa się schylam. Wszak trzeba pieniądze szanować . Jest pewna osoba, która wciąż mi to powtarza. Aż do irytacji. Niemniej jednak ucieszyłem się gdy go znalazłem. Po prostu czekał na mnie :) Wiele innych rzeczy też na mnie czekało lub nadal czeka . Kiedyś je znajdę. Na pewno!
Czy monety dają szczęście? Bo nie będę się zagłębiał w temat czy pieniądze dają szczęście? Post byłby wtedy zbyt długi ;) Ale monety - takie nasze, szczęśliwe - dają szczęście czy nie? Osobiście nie wierzę w żadne talizmany. Aczkolwiek mam swoją ulubioną monetę :) To 20-sto pensówka zachowana z ostatniego mojego pobytu w Anglii przed dwoma laty. Często się nią bawiłem, obracając w palcach, siedząc przy biurku. Od mojego przyjaciela z Londynu, u progu mojej nowej, życiowej przygody, dostałem monetę jednofuntową. Na szczęście :) Może kiedyś się pomnoży i przyniesie fortunę ;)
Niewątpliwie szczęście w życiu trzeba mieć. Choć odrobinę. Ja mam go znacznie więcej niż inni (podobno głupi ma zawsze szczęście) ;) Jestem szczęściarzem bo mam zdrowie. A dzięki niemu mogę robić wszystko. A na pewno mogę spełniać marzenia. Podobno jak się nie ma szczęście w hazardzie (karty, kasyno, itp.) to ma się w miłości. Jakoś jak na złość nie mam szczęścia ani w jednym ani w drugim. No chyba, że to szczęście jest olbrzymie i idzie do mnie małymi kroczkami :) I w to mam zamiar wierzyć ściskając w dłoni znalezionego angielskiego "grosika" :)

sobota, 4 stycznia 2014

Grunt to dobry start


Podobno śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. Dlatego dziś zrobiłem sobie śniadanko "na wypasie". A co! Wszak trzeba dobrze zacząć dzień. I nie tylko dzień. Bo zaczynam też nową przygodę. Nie tylko z blogiem, nie tylko w innym kraju (choć siedzę tu już ponad pół roku), ale również i z "samym sobą". Nowy rok 2014, "wyzerowany licznik", to dobra okazja by zacząć wiele rzeczy, nie koniecznie od razu od nowa, ale przynajmniej lepiej. Jest coś takiego jak postanowienia noworoczne. Kilka z nich mam. Jedno z nich to popracować nad samym sobą.
Pewna przyjaciółka powiedziała mi kiedyś, że to ja jestem szefem i ja decyduje jak będzie wyglądało moje życie - ten kubek to właśnie od niej. The boss - żebym przypadkiem nie zapomniał. A gdy już o nim mowa to muszę dodać, że jest on moim ulubionym. A nic tak nie smakuje jak herbata z ulubionego kubka. To kolejna rzecz, którą chce wprowadzić - dbanie o szczegóły. To dzięki nim życie staje się piękniejsze. To zaś rada innej, bardzo ważnej dla mnie, osoby.
Bez przyjaciół nie dałbym rady. To dzięki nim wciąż cisnę do przodu. I za całe wsparcie i wiarę we mnie z całego serca im dziękuję.
A teraz spałaszuje te pyszne śniadanko i ruszam w drogę. Dokąd? W pogoni za marzeniami :)