sobota, 25 października 2014

Ciśniemy!

Nigdy więcej nie zjem owocu kaktusa - . Nie ma takiej opcji. Głupi Sebek zamiast zapytać się Oli jak to się je to wgryzł się jak w jabłko. Efektem były powbijane kolce w język, wargi, podniebienie. Zapamiętam na całe życie. 
Sektor ... był pełen fajnych dróg. Pocisneliśmy kilka bardzo fajnych. Ja się nawet wstawiłem w jedną trudniejszą. Ale nie podołałem. Mimo wszystko zabawa była przednia :) Popołudniu dotarliśmy do Port d'Andratx gdzie pospacerowaliśmy po marinie. Następnie wybraliśmy nad fajną zatoczkę gdzie popływaliśmy trochę. Noc zaś spędziliśmy na parkingu. Sa Gubia - majorkowy raj wspinaczkowy :) Dojście, z 40 kilogramami na plecach przez potężne kaskady, gdy człowiek nie zna łatwiejszej ścieżki biegnącej wzdłuż koryta, w hiszpańskim upale, to droga przez męki. Ale w końcu dotarliśmy. Znalazłem fajne miejsce na baze i tam się rozbiliśmy. Ale mając tak wspaniałe wysokie skały po obu naszych stronach zdecydowaliśmy się pójść w górę tego samego dnia :) Liczyliśmy że się uda. Niestety zastała nas noc i musieliśmy się wycofać. Ale i tak zrobiliśmy kawał ściany (ok. 130m) i piękne przejścia (6a). Nazajutrz ruszyliśmy w górę po śniadaniu. Za cel obraliśmy 150m drogę ... Zabawa była przednia. Pogoda świetna, na wysokości aż tak nie grzało. Wspaniale było zrobić taką ścianę (5). Pyśki same się uśmiechały. 
Z racji że mieliśmy jeszcze spory zapas wody zdecydowaliśmy się zostać na jeden dzień dłużej. Postanowiliśmy więc pójść na prosty sektor i porobić tam drogi razem z Olą. Po zabawie na łatwych drogach, mimo już trochę zmęczonych palców, wstawiłem się do trudniejszych dróg. Na jednej zrobiłem tylko jedną wpinkę i odpuścilłem. Drugą zrobiłem choć zaliczyłem na niej swój pierwszy w życiu lot. Na szczęście nie duży i przytarłem tylko lekko bok. Po tych wyczynach zwinęliśmy obóz poszliśmy do samochodu i na pyszną kolacje do restauracji :) 


MAJORKA :D

Jeszcze nie dociera do mnie, że lece na wyspę, o której marzyłem :) Że będę się tam wspinał z moim przyjacielem, że będę spał pod gołym niebem, że będę się cieszył każdym dniem. No może prawie każdym. Bo pierwszy pełny dzień, poniedziałek, był mocno stresujący. A właściwie szukanie samochodu. Ja miałem inny pomysł a Paździoch miał pewne oczekiwania. Do tego doszło pewne nieporozumienie, czy też niedogadanie i wyszło jak wyszło. Duży zgrzyt, nerwy, stresowa sytuacja. Ale w końcu znaleźliśmy auto. I przy naszym bagażu całkiem niezłe i tanie - Peugeot Partner. Teraz pozostało nam ochłonąć i korzystać z wakacji. 
Po nocy koło lotniska, pojechaliśmy pod pierwszą ścianę. Dojście tam było trudne, suchym korytem rzeki. Ale byliśmy tam sami. Znaleźliśmy miejsce na baze i poszliśmy spać. Rano wielkie wspinanie! Ale okazało się że nie takie wielkie bo stękaliy na drodze o wycenie 4+ !!! Albo jesteśmy tak cieńcy albo wycena jesy tak zaniżona! Jakby nie było to i tak pokonała nas nie droga a upał i żar jaki się lał z nieba. Nie szło wytrzymać w butach. Zgarneliśmy więc graty i pojechaliśmy na zachodnie wybrzeże. Piękny zachód słońca był tam. Tam zrobiłem moje pierwsze zdjęcie z szarym filtrem który dostałem w prezencie od Paździocha :) Dzięki wielkie Stary za pamięć i za prezent. Mleczna droga była śliczna. Cykady grały swój koncert a ja czułem że żyje. 

piątek, 24 października 2014

Wyczekane wakacje :)

Normalnie nie mogłem się doczekać! :) Upragniony urlop! Tyle czekałem, tyle odliczałem. Nareszcie jest! :) Bez przygód się nie obyło. Droga na lotnisko - w deszczu, w korkach, objazdami - trzy godziny zamiast 1,5h. Ale zapas wyliczony przeze mnie przewidywał to. 
Przez emocje związane z wakacjami nie mogłem spać w samolocie. A przecież rano trzeba było wstać i pozałatwiać wszystkie ważne sprawy, w tym dentyste. A popołudnie to już wesele. Dwójka fajnych przyjaciół wzięła ślub i zrobiła wspaniałą zabawę. Bardzo fajnie się bawiłem. Pewnie bawiłbym się jeszcze lepiej gdyby nie to że musiałem rano wracać autem do domu ;) Ale było świetnie. A Kaśka, z którą tańcowałem, to sympatyczna dziewczyna ;) Oby każde wesele tak było. 
Wszystkiego najlepszego Kochani na nowej drodze życia :)

czwartek, 14 sierpnia 2014

Głupie serce

Dzieje się coś dziwnego. Coś miłego, coś fajnego a jednocześnie coś niebezpiecznego. Ktoś robi wyjątkowo miłe rzeczy, niespotykane wcześniej. Przez to czuje się wyjątkowo. A głupie zaczyna szaleć. Dostaje głupaki. Ale to wszystko przecież nie musi od razu coś oznaczać... Może jest ot tak, po prostu. Ale serce się nikogo nie słucha. Mam nadzieję że nie skończy się to źle. Staram się podchodzić na chłodno ale z moim temperamentem (czytaj w gorącej wodzie kąpany) nie jest to takie proste. I do tego te myśli... Ech.. Czas pokaże co będzie. Póki co nie mogę doczekać się września. Może po nim zmienie jeszcze bardziej moje plany?

niedziela, 10 sierpnia 2014

Deszczowe odwiedziny

Bardzo fajnie było odwiedzić znów Redditch i Birmingham. Tym bardziej, że tym razem byłem tam z Arturem i mieliśmy ze sobą aparaty. Nie dopisala co prawda pogoda pierwszego dnia ale i tak coś się udało "ustrzelić". Ale najfajniej było spotkać się z Przemkiem i Pauliną :) Lecz zanim to nastąpiło poszliśmy się powspinać na ścianie, na której jeszcze nie byłem - Redpoint Climbing Centre. Poznaliśmy tam fajnego Polaka, który tam pracuje. Ścianka naprawdę niezła. Kilka dróg robi wrażenie. Szkoda tylko że nie można było pożyczyć liny. No trudno. Ale i tak się dobrze bawiliśmy. 
Po wspinaniu pojechaliśmy na grilla do znajomych Artura, którzy mieszkają w Redditch. Nie było tak źle. Przynajmniej pojedliśmy za free ;) Potem wpadliśmy do mojego kumpla z Łodzi. Przemka już dawno nie widziałem a to spoko ziom jest :) Posiedzieliśmy, pogadaliśmy, wypiliśmy flaszeczke, we dwoje bo Artur bidok padł jak tylko siadł przy stole :P
Flaszeczka szybko pękła ale stan "poflaszeczkowy" niestety szybko nie minął. Dobrze że po whisky nie mam kaca ;) Ale i tak człowiek się jakoś dziewnie czuje. Na szczęście spotkanie z Pauliną bardzo pomogło :) Lubię ją bardzo. To fajna, pogodna i uśmiechnięta dziewczyna. Zaraża wszystkich swą pozytywną energią :) I chyba jest jeszcze piękniejsza przez to zakochanie w Hubercie. Ale to dobrze. Cieszę się, że jest szczęśliwa :)
To był fajny weekend. W końcu wolny a nie pracujący. Oby więcej takich!

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Kopenhaga po raz drugi!

Dwa tygodnie po wizycie Paździocha, w ostatni weekend czerwca, to ja tym razem wybrałem się do niego w odwiedziny. Bardzo lubię jego miasto. Kopenhaga jest śliczna! Czuje się tam coś jakby przedsionek Skandynawii. 
Wiedziałem, że będzie to wspaniały weekend. Najpierw połaziliśmy wieczorem po starówce rozmawiając o różnych życiowych sprawach. Szkoda że tak mało budynków ma iluminacje. Bołoby co focić! Kolejny dzień to oczywiście wspinanie na bananie :) I kto by pomyślał, że cudem ujdę z życiem z zamachu na moje życie! Było trochę strachu ale i cała kupa śmiechu :) Eksplodowała magnezja w płynie, którą Paździoch usiłował wycisnąć na moje dłonie. Wszystko wkoło, łącznie z nami, było białe :) Incydent troche wybił z rytmu i nie za wiele zrobiliśmy tego ranka. 
Wieczór to już żużel! I moje pierwsze w życiu GP! :) Było świetnie choć nie było kompletu publiczności na Parken Stadium mimo iż Duńczycy mają mocnych zawodników. Mimo to emocji nie zabrakło. Nawet udzieliły się one Paździochowi :) Wygrał, ku uciesze miejscowych, Duńczyk, Niels Christian Iversen. Po zawodach był fajny pokaz sztucznych ognii :) Już teraz myślę gdzie jechać na następne GP. Marzy mi się Praga i Cardiff. 
Niedziela to znów wspinanie na najlepszej ścianie wspinaczkowej na jakiej do tej pory byłem - Blocs & Walls w Kopenhadze :) Niestety czas szybko minął i trzeba było wracać do domu. 
Weekend zapamiętam na długo! ;) Dzięki Stary!

sobota, 12 lipca 2014

Ciśniemy w Walii! :)

(14 czerwca)
Ten ziomek zawsze poprawia mi humor! :) Paździoch przyjechał do mnie i w końcu pojechałem w skały! :) Pogoda dopisała więc wybraliśmy się do północnej Walii, w okolice Llandudno :) Fajne skały tam są! Bardzo nam się podobało. Nie zrobiliśmy wszystkich dróg ale grunt to dobra zabawa :) Szkoda, że pojechaliśmy tylko na jeden dzień. Ale i tak wypad był super! :) 
Kupę śmiechu było też na zakupach w Primarku :) Paździocha nie wolno tam wpuszczać ;)
Dzięki wielkie za odwiedziny i mile spędzony czas :)