Dziś rano, między mną a moim kolegą z pracy, wywiązała się dość ciekawa dystkusja dotycząca wyborów. W wielu kwestiach się zgadzaliśmy, aczkolwiek nie mogliśmy dojść do porozumienia w kwestii definicji "wyboru". Dla niego wybór kojarzy się z dobrym wyborem. Ja nie do końca mogłem się z tym zgodzić. Ale definiowanie zostawmy filologom. Faktem jest, że co dzień dokonujemy wyborów. Od tak prozaicznych jak to co zjemy na śniadanie czy w co się ubierzemy, przez na co wydamy ciężko zarobione pieniądze, po ciężkie życiowe decyzje.
W swoim życiu podjąłem wiele decyzji. I wiele razy wybrałem źle. Ale na tym przecież polega życie. Nigdy do końca nie wie się czy dany wybór jest dobry. No dobra, mam na myśli te ważniejsze wybory. Ostatni mój ważniejszy wybór dotyczył miejsca, w którym obecnie żyję. Czy był to dobry wybór? Czy może po prostu wybrałem mniejsze zło, jak zasugerował mój kolega? Myślę, że za wcześniej jeszcze na komentarz. Czas pokaże. Nie mniej jednak uważam, że idę naprzód. Mozolnie, powoli, ale do przodu.
Dużo gorzej jest gdy źle wybierze serce... Zwłaszcza, gdy się człowiek nieszczęśliwie zakocha... Bo serce rzadko słucha rozumu. I ciężko nie raz podejmować rozsądne decyzje gdy serce jest pełne emocji i uczuć... Bardzo ciężko...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz