Dziś dotarły do mnie złe wiadomości. Mama wylądowała w szpitalu. Na szczęście nie jest to nic poważnego, podobno woreczek żółciowy. Ale i tak została na obserwację i na przeprowadzenie szeregu badań. Jest pod opieką lekarzy, więc nic nie powinno się złego stać i pewnie niebawem ją wypiszą.
Inną złą wiadomością była śmierć naszego sąsiada. A raczej samobójstwo, bo się powiesił. Młody chłopak. Gdzieś w moim wieku. Może kilka lat młodszy. Nie tak dawno został sam w domu. Rodzina była daleka od normalności, ale... nie to jest najistotniejsze. Najbardziej daje do myślenia na jakim trzeba być dnie, żeby targnąć się na własne życie? W jakiek trzeba być rozsypce? Jak psychika musi być zniszczona? Albo jaki ciężar życia musimy udźwignąć sami? Czy jest on aż tak ciężki, że nas zabija? I czy może spotkać to też i nas? I czy jeśli sami znajdziemy się w ektremalnie beznadziejnej sytuacji, czy damy radę oprzeć się pokusie "łatwego rozwiązania"? To daje do myślenia...
Szkoda chłopaka. Nie był zły. Miał po prostu kiepski dom. Szkoda, że nie dał rady się podnieść po tym wszystkim...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz