sobota, 19 kwietnia 2014

Ben Nevis


No i nie stanąłem na wierzchołku :( Taka jest prawda. Byłem ze 50, może 70 metrów od niego gdy zawróciłem. Jest niedosyt... ale zdrowie ważniejsze. Nie wziąłem ze sobą polara. Nie chciałem niczym dodatkowy się nie obciążać prócz najpotrzebniejszych rzeczy. A to mimo wszystko góry. A na szczycie 98% zawsze wieje. Nie chciałem wychylać ponad kopułę szczytową. Nie wiem co się stało że pomyślałem o zdrowiu. Nie wiem czemu odpuściłem widząc szczyt, mając do niego rzut beretem. Faktem jest też to że byłem potwornie zmęczony. Cisnąłem ile się dało by zdążyć w odpowiednim czasie. No ale te 50m jeszcze bym zrobił.
Mimo wszystko cieszyłem się że jestem na szlaku, że chodzę po górach i to jakich! Są po prostu prześliczne! Niczym fjordy w Norwegii. Na wybrzeżu wyrastają prosto z wody. Można by patrzeć godzinami. Teraz zostaną mi tylko zdjęcia, choć chciałbym tu wrócić.
Może kiedyś? :) Pogoda też dopisała. Po prostu wymarzona :) Słońce i malutkie chmurki :) Coś pięknego! Nie którzy mówią, że mam układy z Panem Bogiem to zawsze mam piękną pogodę :) Nie potwierdzam, nie zaprzeczam! ;) Ben Nevis to normalnie nasz Giewont. Jak jest ładna pogoda walą na niego tłumy. Nie inaczej było i tu. Ale mi to nie przeszkadzało. Cieszyłem się z bycia w górach. Nic innego się nie liczy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz