niedziela, 2 marca 2014

Paździoch w UK!

Ten weekend zapowiadał się świetnie i naprawdę taki był! :) A wszystko dlatego że odwiedził mnie Paździoch! :) Przyleciał do mnie na weekend. Już w piątke rano nie mogłem "usiedzieć" w pracy spokojnie ;) Wyladował w Manchesterze późnym wieczorem. Do centrum przejechalismy się piętrowym autobusem, których nie ma w Kopenhadze. Trochę pospacerowaliśmy nocą po miescie o i tak czekaliśmy na autobus do Bolton.
Następnego dnia (w sobote) ruszyliśmy na Manchester. Pokazałem mu najciekawsze miejsca m.in. kanały (moim skromnym zdaniem najpiękniejsze miejsce w mieście. Później byliśmy na kawie w Hiltonie :) To bardzo fajne miejsce i piękną panoramą przedmieść miasta. Wszystko z sprawą lokalizacji na 23 piętrze :) Jest tam drożej i czuje się środowisko Bon Tone ale widać było, że mu się tam podobało :) Później poszliśmy przez centrum miasta. Tam zahaczyliśmy i Primark, do którego weszliśmy po jedną parę spodni. Niestety na jednej parze spodni się nie skończyło. Było ich aż... 6! :D Oprócz tego kilka innych rzeczy :P W sumie Paździoch wydał prawie 100 funtów. Dokładnie to 92 :) Ale przynajmniej się obkupił. Ja się trzymałem planu i wyszedłem z jedną parą spodni ;) Z siatami pełnymi zakupów ( a przynajmniej co niektórzy takie mieli) ruszyliśmy w stronę przystanku skąd pojechaliśmy do Stockport by powspinać się w Awesome Climbing Wall. W końcu pocisnąłem pewną niebieską drogę, którą nie udało mi się zrobić gdy byłem z moją ekipą wspinaczkową. Ale po tym byłem mocno "zbułowany" :( W ogóle nie mam coś ostatnio siły. Czuje się przemęczony :( Trochę za długo posiedzieliśmy na koniec na baldach bo potem przyszło nam biec na pociąg. Na szczęście zdążyliśmy :) Dzięki temu udało nam się wpaść na pyszną kolacje to "polskiej knajpy" :) Serwują tam bigos palce lizać! :) I jak zwykle był pyszny. Pogadaliśmy na poważne sprawy m.in. na tematy damsko-męskie. Kontynuowaliśmy je również w domu przy piwie aż w końcu usneliśmy padnięci po wrażeniach z całego dnia. Niedziela jak przystało była leniwa. Na spokojnie wstaliśmy, zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy na Bolton by zobaczyć centrum i na ściane by się powspinać. Ale na ścianie kompletnie nie było mocy, więc zrobiliśmy kilka fajnych dróg i poszliśmy na kawę do kawiarni. Do kawy musiał być tradycyjny angielski muffin double chocolette ;) Na koniec angielskiej przygody zaserwowałem obiad z przepisu od Pauliny :) Też smakował łasuchowi ;) No i przeleciał weekend. Odwiozłem go na lotnisko i wróciłem do rzeczywistości. Ale i tak był wspaniały weekend! :) Będzie co wspominać :) Być może znów mnie odwiedzi w maju :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz